Społeczność
blog.ekologia.pl   Publicyści   Lena Huppert   Inwazja lisów farbowanych
1

Inwazja lisów farbowanych

Aż pusty śmiech ogarnia człowieka (znowu!), gdy patrzy na ten nadzwyczajny wysyp lisów farbowanych. Gdzie nie spojrzeć, wszędzie ich pełno, w TV, w radiu, w prasie i nawet na facebooku. Widać wróg nie śpi i czuje się mocno przyparty do muru, czuje, że traci grunt pod nogami, grunt, którego był już pewien. Tym większa złość, by nie powiedzieć furia. Szala niebezpiecznie przechyliła się na tę właściwą stronę, na stronę ‘klubu oszołomów’, jak nas się nazywa, tj. zwolenników rozwiązań, które zastosowały wiodące państwa UE (Francja, Niemcy, Austria, Luksemburg itd., lecz także Szwajcaria czy Rosja), czyli tych domagających się w Polsce skutecznego zakazu obrotu i uprawy GMO. Nie lekceważą już nas, jesteśmy na ich celowniku, a to prawdziwy sukces! Wróg poczuł się zagrożony po tym, jak oczyszczony z wszelkich intencji Prezydenta projekt ustawy o nasiennictwie przegłosowany przez Sejm i zatwierdzony przez Senat trafił do wszystkich mediów i poddany został ostrej krytyce. Wróg atakuje więc z całą mocą, ale problem w tym, że ‘mleko już się rozlało’ i trudno będzie dziś wmówić Polakom, że czarne jest białe, tj. że GMO to samo zdrowie i że jest eko. Z całą pewnością po tej pomyślnej kampanii informacyjnej już więcej niż dotychczasowe 70 % społeczeństwa , a także, jak wiemy, niemal 50 % parlamentarzystów nie życzy sobie GMO i jasno wypowiada swój sprzeciw wobec polityki Rządu forsującej interesy pankontynentalnej korporacji, która opanowała już niemal 90 % światowego rolnictwa GMO. W przebiciu się do mediów pomogli nam artyści, którzy stali się łącznikiem między działaczami a narodem. Wróg próbuje więc za wszelką cenę udowodnić, jak np. wczoraj,  4 grudnia, w radiowej Jedynce, że GMO mamy od setek lat, a nawet dłużej, że nie ma żadnej różnicy między żywnością GMO i nie-GMO, a zatem żadnych powodów do obaw. Naprawdę przy tak daleko posuniętej indolencji – chyba że to premedytacja? – trudno wroga traktować poważnie. Na szczęście Polki i Polacy wiedzą swoje i nie dadzą sobie wcisnąć tak ogranego kitu. Wszak pani redaktor, na wszelki wypadek, żeby nikt nie zakłócił tych radosnych peanów na cześć GMO, nie zaprosiła nikogo, kto mógłby popsuć tę brzydką zabawę. A Fe! Ku memu rozbawieniu, zapewniła też słuchaczy, że nie jest zlobbowana przez koncerny, więc chętnie wierzymy na słowo, podobnie jak panu Ministrowi, który obiecał, tzn. dał słowo harcerza ;) że zakaże rozporządzeniami uprawy roślin transgenicznych dopuszczonych w UE. Szkoda tylko, że zapomniał dodać, że Komisja, której prawo jest nadrzędne w stosunku do krajowego, musi takie wnioski przyjąć. Żeby było ciekawiej, dyrektywa, na którą się powołuje nasz Minister (pyłek GMO w miodzie), nie może być skuteczna i nie powołał się na nią żaden z rządów w UE spośród państw mających u siebie zakaz uprawy GMO, zwłaszcza że  nasz Minister zaakceptował wersję Komisji, która nagle stwierdziła, że pyłek GMO w miodzie to nie składnik, lecz komponent. Jak się okazuje ma to kluczowe znaczenie w ocenie rozporządzenia. Niezły przekręt swoją drogą, co? Dyrektywa Komisji o zakazie GMO mówi wyraźnie, że trafny argument przeciwko GMO to taki, który odnosi się do zagrożeń dla zdrowia lub środowiska, dlatego skorzystały z nich inne kraje. A cóż w tym złego, powie szanowna Komisja, że pyłek GMO jest w miodku?
Zwykle nie słucham i nie czytam tych „geniuszy” i ich naukAwych  wywodów sponsorowanych, ale koleżanka zadzwoniła do mnie zdenerwowana: „Włącz radiową Jedynkę i posłuchaj, co oni mówią!” Uspokoiłam ją: „Ważne że ty wiesz i że inni już wiedzą, i wiedzą też, co sądzić o takich wypowiedziach. Tym bardziej się ośmieszają przed słuchaczami”.  Po zakończeniu rozmowy, pomyślałam: jest dobrze! Huczące media, opór społeczeństwa i wątpliwości, które wyraził Prezydent w liście do Premiera, rozpętały burzę niepokoju w korporacyjnych głowach. Piątkowa GW też wypuściła z zagrody swojego liska farbowanego, a raczej lisicę, która, zdawać by się mogło, idzie z nami łeb w łeb, z nami przeciwnikami GMO, a przy tym na wiele ustępstw, by na końcu wypuścić szydło z worka i zaprezentować swój prawdziwy pogląd odnośnie GMO. GMO, według tej lisicy farbowanej, oznacza zdrową, pełnowartościową żywność, która „zostanie potraktowana przez nasz układ pokarmowy, jak każde inne paliwo”, nie powodując otyłości, alergii („akurat alergicy mogą swój jadłospis  śmiało opierać na roślinach GM”), czy „oporności na antybiotyki”.  Dziękujemy za te zapewnienia, ale mądre to to nie jest, wystarczy skoczyć do Ameryki, żeby zobaczyć te okazy zdrowia z trudem toczące się po ulicach. Dobrze chociaż, że nie próbowała nas zapewniać o braku jakiegokolwiek wpływu GMO na zachorowalność na nowotwory czy na bezpłodność, bo to już by była poważna przesada, a tak możemy przymknąć na te bzdety oko. Nauka niezależna od finansowania przez korporacje dawno bije na alarm, a ostatnie 2-letnie badania francuskiego profesora Seraliniego, nomen-omen, rozjeżdżane przez korporacyjne zastępy, mówią wyraźnie, czym pachnie GMO: 8 na 10 szczurów zdychało w mękach na deformacje narządów i nowotwory. Inne badania potwierdzają, że w trzecim pokoleniu doświadczalne zwierzęta są bezpłodne lub mają znacznie ograniczoną płodność. Witaj Ameryko! Zapomniała też dodać, że toksynę Bt z transgenicznej kukurydzy czy pozostałości totalnego herbicydu (Roun***u) wykryto we krwi pępowinowej. Nic dziwnego, że dzieci po takiej diecie rodzą się zdeformowane i z guzami. Dużo tam jeszcze innych bzdur, ale szkoda czasu i atłasu, jak to się mówi. Jeszcze pomyśli sobie ta pani, że ktoś traktuje ją serio.

Znacznie gorszy jest lis, z którego farba już dawno się wypłukała i nawet nie próbuje grać. Jego artykuł w GW pojawił się 5 grudnia, niczym tego oburzonego, grzmiącego na podfarbowaną lisicę, tj. w odpowiedzi na ten piątkowy. Rozprawia się z nią bezdusznie, dowodząc, że wszystko co u niej czarne jest białe, a co białe to czarne. Szkoda zachodu, chytrusku, dawno to wszyscy skumali i o Tobie też wiedzą, bo to widać, słychać i czuć na kilometr. Ale nie będę tu z tym chytrusem polemizować, bo to litania bzdetów i kłamstw do świętego diabła, dla którego jest i świeczka i ogarek. Zamiast się trudzić z tą nieziemską kolorowanką chytruska, wkleję poniżej część listu otwartego profesora Jana Szyszko do Premiera, listu, który przez przypadek odpiera w prosty sposób naukAwe argumenty chytruska.
Nic tam dodać, nic ująć, panie naukAwy dziennikarzu, co się mądrzysz na tematy, do których nie masz żadnego przygotowania. Chyba nie zechcesz polemizować z profesorami z branży? Ale tak to jest często w tym dziwnym kraju: historyk idzie na ministra sprawiedliwości, lekarz do transportu, a kuglarz zamiast trafić do cyrku ląduje w GW. Swoją drogą, ciekawe jest, że Rząd polski, jak twierdzi z całym przekonaniem, chce zakazu GMO, a wszędzie próbuje nam wmówić, że to dobre i zdrowe. Dla nas zatem nieskuteczne okażą się dyrektywy unijne, na które powołały się praktycznie wszystkie kraje UE mające zakaz GMO. One bowiem argumentowały swoje zakazy szkodliwością GMO dla zdrowia i środowiska, zgodnie z unijną dyrektywą. Nasz naukAwy cyrkowiec nie wspomina też ani słowem o patentach, które będą bulić rolnicy, o ich całkowitym uzależnieniu od korporacji, o tym, że kontrolerzy korporacyjni będą wkraczać na ich pola i nakładać kary za posiadanie korporacyjnych produktów, czyli roślin wysianych na pole za pieniądze rolnika, ani o tym, że utracimy do reszty suwerenność żywnościową, o którą teraz walczy cała zachodnia Europa i wypiera korporacje ze swojego terenu. I dopiero wtedy zrozumieją niektórzy, co to za gra, w którą grają korporacje, a której dramatyczne skutki ponoszą już dziś kraje północnej i południowej Ameryki, Australii czy Azji, gra, która zwie się władza korporacyjna, inaczej nowy totalitaryzm.  A więc z deszczu pod rynnę, Panie i Panowie, to nasza prawdziwie mocna strona!

Obszerny fragment listu Profesora Jana Szyszko do Premiera:

„Popatrzmy na podnoszone argumenty „światłej” części społeczeństwa…


Podnoszony argument o konieczności zapewnienia wzrostu wielkości produkcji  żywności dzięki GMO nie wytrzymuje krytyki. Polska posiada limity produkcji, a dopłaty do ugorowania gleb czy też bardzo wysokie dopłaty do upraw orzecha włoskiego, celem wyłączenia z produkcji dużego areału polskich gleb rolnych, jest tego najlepszym przykładem.        

Krytyki nie wytrzymuje również teza o konieczności zmniejszenia w Polsce kosztów produkcji żywności w oparciu o organizmy GMO.  Polskie produkty rolne są bardzo konkurencyjne z uwagi na niskie koszty produkcji i dlatego polskie rolnictwo dostaje niskie dopłaty. O ile pamięć mnie  nie myli to dwa lata temu tona zboża kosztowała 360 zł, a 1 kg jabłek przemysłowych około 10 groszy. Zachęcano wtedy rolników do tego, aby palili zbożem w celach grzewczych, a jabłka pozostały na zimę pod drzewami.

Argument, że GMO to mniejsza ingerencja w środowisko, również nie wytrzymuje krytyki,  chociażby w świetle konieczności stosowania przy uprawach roślin GMO coraz nowych środków ochrony roślin w stosunku do coraz innych aktywizujących się organizmów szkodliwych.         

Lepsza jakość produktów z GMO również nie przemawia do przekonania. Skoro jest lepsza jakość tych produktów, to dlaczego wyższe ceny osiągane są przez produkty rolne wyprodukowane z wyłączeniem GMO i dlaczego istnieje taki wielki opór producentów żywności GMO przeciwko znakowaniu tej żywności napisem GMO? Skoro lepsza jest jakość, to dlaczego posłowie PO-PSL, jak jeden mąż głosujący za wprowadzeniem ustawy o nasiennictwie, a więc ustawy o wprowadzeniu tylnymi drzwiami GMO do Polski, nie przejawiają specjalnego entuzjazmu w stosunku do inicjatywy społecznej sugerującej, aby w Sejmie utworzyć dla nich specjalną restaurację z żywnością GMO z możliwością zakupu na wynos dla dzieci i wnuków?   

Nośne hasło, że brak wprowadzenia GMO do Polski grozi karami ze strony Komisji, nie wydaje się być również poważnym argumentem. Po pierwsze rząd zamiast straszyć karami winien rozważyć możliwość wygrania procesu z Komisją Europejską w podobny sposób jak czynił to rząd PiS. Prawo jest po stronie Polski i najwyższy czas aby skończyć z przysłowiowym już strachem i słynną uległością czy też służalczością obecnego rządu. Po drugie ewentualne kary wtedy będą argumentem, gdy przeprowadzona zostanie poważna analiza zysków i strat i na tej podstawie udzieli się odpowiedzi na pytanie, co Polsce się bardziej opłaca. Czy opłaca się zapłacić ewentualnie karę i być krajem słynnym z tego, że jest wolnym od GMO, produkującym z uwagi na unikatową bioróżnorodność i wspaniały potencjał biologiczny gleb rolnych, żywność o najwyższej jakości, czy też opłaca się nie zapłacić kary i być krajem uznanym za zaśmiecony produktami GMO, a więc takim samym jak pozostałe państwa UE.

Dziwi także wysuwany argument, że trzeba prawnie usankcjonować istnienie GMO w Polsce, gdyż uprawy takie już istnieją na terenie naszego kraju ? Ten argument wydaje się być wręcz przerażający. Skoro ktoś wie o tym, że łamane jest prawo, i nie zawiadamia o tym organów ścigania, to znaczy, że sam popełnia przestępstwo a dotyczy to szczególnie ludzi zajmujących wysokie stanowiska państwowe. Rozpowszechnianie takich opinii to z jednej strony podrywanie autorytetu państwa, a z drugiej działania na korzyść tych, którym na tym bardzo zależy; zależy na tym, aby Polska nie była postrzegana jako miejsce produkcji dobrej i konkurencyjnej żywności. To woda na młyn dla tych, których celem jest niszczenie polskiej wsi poprzez stymulację tam bezrobocia i zmuszanie do emigracji z terenów wiejskich celem zasilania slumsów wielkich miast, szczególnie poza granicami naszego kraju. To woda na młyn dla tych, którzy wiedzą, że polska wieś to gwarant polskiej racji stanu i z tego powodu trzeba ją zniszczyć, a wprowadzanie GMO ma temu służyć. W tej sytuacji wysoce obraźliwe jest twierdzenie, że Ci, co są przeciwko GMO i sugerują, że żywność produkowana na bazie GMO może być szkodliwa nie tylko dla polskiej gospodarki, ale również szkodliwa dla zdrowia człowieka i środowiska przyrodniczego, są niedouczeni. To nie są ludzie niedouczeni. To są ludzie, którzy potrafią czytać ze zrozumieniem, a więc i kojarzyć fakty. To są ludzie, którzy znają chociażby takie książki Jeffreya Smitha jak „Nasiona Kłamstw” i „Genetyczna Ruletka”, będące przeglądem wiedzy zawartej w kilkuset cytowanych publikacjach. To są ludzie, którzy zadają sobie pytanie, że skoro odmiana rośliny GMO jest odporna, a więc nie jest  przydatna do zjadania przez szkodnika, to na jakiej podstawie twierdzi się, że ta sama roślina nie ma ujemnego wpływu na bioróżnorodność, a więc i gatunki prawem chronione, w stosunku do których badań nie przeprowadzono. Gatunkiem chronionym jest również człowiek i to ostatnie pytanie osoba czytająca ze zrozumieniem może również sobie postawić.

Podsumowując, przyjęty przez Sejm i Senat głosami Platformy  Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego, projekt ustawy o nasiennictwie jest decyzją polityczną nie mającą nic wspólnego ani z wiedzą ani z interesami Polski. Jest ustawą szkodliwą, która wprowadza GMO do Polski w imię interesów wielkich ponadnarodowych korporacji, których celem jest bezwzględne niszczenie polskiej wsi. Wielkim błędem byłoby to, co niesie wieść gminna, że wprowadzana w pośpiechu ustawa o nasiennictwie jest wynikiem negocjacji rządu PO-PSL z Komisją Europejską w sprawie wielkości budżetu unijnego na lata 2014-2020. Przestrzegam, pieniędzy więcej nie dostaniemy, a wpuszczając GMO do Polski zniszczymy największy jej atut, znacznie cenniejszy od chwilowych pieniędzy unijnych, a mianowicie renomę państwa produkującego żywność o najwyższej jakości. Według analiz Stowarzyszenia na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju Polski żadne pieniądze nie są w stanie naprawić szkód, jakie na polskiej wsi spowoduje wprowadzenie GMO. Ustawa winna być zawetowana przez Prezydenta RP, a o ile tak się nie stanie, to jako sprzeczna i z prawem ponad unijnym i Polską Konstytucją, winna być odrzucona przez Trybunał Konstytucyjny.”



Ten wpis czytano 1853 razy.
Nadszedł czas aby stworzyć petycję która wysle monsanto Polska w kosmos.
Andrzej - Sobota, 22 Grudzień 2012 05:55
Odsłon: 46971
Lena Huppert
WSZYSTKO CO WAŻNE DLA NASZEGO KRAJU I JEGO MIESZKAŃCÓW, PRIORYTETOWE, STRATEGICZNE LEŻY MI NA SERCU! MOJA FUNDACJA WSPIERANIA ROZWOJU KULTURY I SPOŁECZEŃSTWA OBYWATELSKIEGO QLT PRAGNIE OTACZAĆ KULTEM PRAWDZIWĄ JAKOŚĆ
<< Wrzesień 2018 >>
PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
282930    
zobacz wszystkie wpisy »