Społeczność
blog.ekologia.pl   Publicyści   Lena Huppert   Skażenie ukryte w żywności
2

Skażenie ukryte w żywności

Od wielu lat coraz bardziej nękają nas i nasze pociechy wszelkiego rodzaju alergie, nietolerancje pokarmowe oraz wiele innych trudnych do opanowania plag cywilizacyjnych. W ostatnim czasie sprawa stała się naprawdę paląca i budzi, szczególnie w nas jako rodzicach, najgłębszy niepokój. Stąd też nasze częste wizyty u alergologów i dietetyków, poszukiwania nowości wydawniczych, by wyjaśnić ten stan rzeczy, poznać przyczyny i móc je wyeliminować z naszego życia. Pragniemy, rzecz jasna, ustrzec siebie, lecz przede wszystkim dzieci, przed trudnymi w leczeniu schorzeniami.  

Postęp cywilizacyjny i krocząca w ślad za nim technizacja produkcji rolnej i przemysłu spożywczego wskazywałaby na coraz wyższą jakość i czystość spożywanych przez nas produktów tj. na mniejsze zanieczyszczenie żywności. Skąd bierze się zatem wciąż rosnąca liczba zachorowań, które szczególnie u dzieci nie sposób zrzucić na stres wywołany pracą zawodową czy też nadmiernym tempem życia? Odpowiedź na to pytanie jest z pewnością niełatwa i wielokierunkowa, lecz głównym hasłem, które wyłania się spośród mnogości różnych czynników jest skażenie – słowo-hasło, które zdaje się wyjaśniać ten narastający problem i pozwala zrozumieć to, co niepojęte.

O rosnącym skażeniu powietrza różnego rodzaju wyziewami słyszymy już od dawna i czynimy starania, by możliwie zminimalizować ten rodzaj skażenia środowiska. Nie bez znaczenia jest tu przynależność Polski do UE, która wywiera na nasz kraj konieczną presję. Niestety nie jesteśmy w stanie uniknąć tego rodzaju zanieczyszczeń, jako że nasz wpływ na te sprawy jest znikomy. Kolejnym głośnym problemem jest czystość wody dostarczanej do gospodarstw domowych, o co również coraz bardziej staramy się dbać poprzez budowę oczyszczalni ścieków i ścisłą kontrolę. O dodatkach chemicznych stosowanych w przemyśle spożywczym również wiemy już nie jedno, dzięki szerokim publikacjom świadomość społeczeństwa znacząco wzrosła. Dziś już każdy rozumie, że niektóre ‘E’ są wysoce szkodliwe i że lepiej unikać wszelkich konserwantów, ulepszaczy i sztucznych aromatów czy barwników.  To samo dotyczy środków ochrony roślin stosowanych w rolnictwie i ogrodnictwie, czy też chemii podawanej hodowlanym zwierzętom.

Bardzo rzadko jednak wspomina się o czynniku wprowadzanym do produkowanej żywności praktycznie całkowicie bez naszej wiedzy, który w znacznym stopniu po cichu przyczynia się do generowania chorób cywilizacyjnych, jak alergie, nowotwory, cukrzyca, otyłość czy bezpłodność. W ten sposób dotarliśmy do kolejnego słowa-hasła tj. biotechnologii. Brzmi ono bardzo niewinnie i nowocześnie zarazem. ‘Bio’ czyli prawie ‘eko’, jak może się wydawać na pierwszy rzut oka. ‘Technologia’ to znak nowej ery, innowacji, a więc nie budzi naszej podejrzliwości ani nie nastręcza wątpliwości; wprost przeciwnie, wywołuje pozytywne skojarzenia, bo oznacza, że stoi za nią nauka, postęp, że ktoś nad wszystkim czuwa. Tymczasem gdy bliżej zapoznamy się z tematyką, odkrywamy przykrą prawdę: biotechnologia na obecnym etapie rozwoju oznacza w rolnictwie i przemyśle spożywczym wyłącznie skażenie, tyle że dla przeciętnego konsumenta trudne do wykrycia, a przez to do wyeliminowania.
Na czym więc polega biotechnologia i co to są organizmy transgeniczne, czyli genetycznie modyfikowane zwane w skrócie GMO?

Często, gdy natrafiamy na ten temat, słyszymy opinię, że GMO istnieje już od zarania dziejów, bo przecież ani pszenżyto, ani nektaryny, ani inne im podobne nowości z nieba nam nie spadły. Obalmy zatem raz na zawsze ten mit, który z całą premedytacją rozpowszechniany jest wśród konsumentów przez koncerny produkujące GMO, by uśpić ich czujność. Nie wolno nam mylić zapylania krzyżowego roślin z GMO! W największym skrócie krzyżowe zapylanie polega na łączeniu (zapylaniu) dwóch pokrewnych organizmów roślinnych i obserwowaniu rezultatów tego zabiegu. Jeżeli któraś z krzyżówek reprezentuje pożądane cechy, wprowadza się ją na rynek. Zwykle oznacza to wieloletnie, żmudne badania, a celem ich jest wspomożenie natury tj. połączenie ze sobą takich roślin, które również w warunkach naturalnych mają szanse wydania potomstwa (owoców/nasion). Zupełnie inaczej przedstawia się sprawa w przypadku GMO. Tu łączy się ze sobą organizmy, które w naturze nigdy nie miałyby najmniejszych szans na wydanie potomstwa, tj. w warunkach laboratoryjnych przenosi się gen jednego organizmu do drugiego, np. gen ryby do pomidora, gen szczura do sałaty, gen meduzy do ziemniaka, gen ludzki do ryżu i karpia, czy wreszcie gen bakterii Bacilus thuringiensis, który produkuje toksyczne, owadobójcze białka, do kukurydzy, czy też gen odporności na Ruon*** (herbicyd produkowany przez korporację Monsanto) bakterii Agrobacteruium tumefaciens, która zdołała przetrwać na toksycznych wysypiskach śmieci, do soi.

Testy kontrolne korporacji produkujących GMO oraz instytutów naukowych sponsorowanych przez te korporacje wypadają zwykle bardzo pomyślnie tj. certyfikują żywność GMO jako całkowicie nieszkodliwą dla innych organizmów żywych. Zupełnie inaczej wypowiada się w tym względzie nauka niezależna, której badania na całym świecie dowodzą szkodliwego działania GMO na zwierzęta doświadczalne tj. zwiększoną śmiertelność, zapadanie na choroby nowotworowe, alergie, deformacje i uszkodzenia narządów wewnętrznych, ograniczony przyrost, bezpłodność itd. Na dodatek wiadomo, że przy obecnym rozwoju technologii przenoszenie sekwencji genów jest zabiegiem mało precyzyjnym, a więc i skutki takiej ‘zabawy w Pana Boga’ mogą okazać się w przyszłości katastrofalne. Proces uwolnienia organizmów genetycznie zmodyfikowanych do środowiska naturalnego jest nieodwracalny, gdyż ich pyłek już bez żadnych ograniczeń przenoszony jest przez wiatr i owady na konwencjonalne uprawy. Wiadomo, że owady, w tym pszczoły miodne będące głównym zapylaczem roślin, chorują, a nawet giną po takiej ‘diecie’. Gdzie jednak w grę wchodzą gigantyczne zarobki i zapanowanie nad polityką żywieniową dużych obszarów świata, nic innego się nie liczy.

W Polsce oficjalnie nie mamy jeszcze upraw GMO. Praktycznie nie ma ich też u siebie UE, bo zaledwie 0,1 % powierzchni użytków rolnych stanowią tu uprawy GMO. Problem tkwi w tym, by Rząd RP nie uległ naciskom korporacji i nie dopuścił upraw GMO na obszarze naszego kraju, tzn. nie uchwalił w obecnej postaci czytanego w sejmie prezydenckiego projektu ustawy o nasiennictwie, w myśl którego aż 90 % wszystkich zasiewów rolnych w Polsce oddajemy obcym korporacjom produkującym patentowane nasiona GMO. W praktyce oznacza to przekazanie polityki żywieniowej kraju, będącej potężnym narzędziem władzy, w ich ręce. Druga sprawa to dodanie zakazu ‘obrotu’ nasionami GMO na ‘własny użytek’, inaczej, mimo pozornego zakazu upraw GMO, ustawa będzie nieskuteczna. Ponad to konieczne jest natychmiastowe wprowadzenie zakazu uprawy kukurydzy MON 810 i ziemniaka Amfora, co zrobiło już dziewięć krajów UE tj. Niemcy, Francja, Szwajcaria, Austria, Luksemburg, Włochy, Węgry, Bułgaria i Grecja.
Skoro mieliśmy dotąd w Polsce zakaz upraw GMO, w czym tkwi właściwie problem? Odpowiedź brzmi: w paszach, którymi skarmiane są polskie zwierzęta hodowlane. I tak odkryliśmy trzecie słowo-hasło, które jest być może kluczem do rozwiązania naszych zdrowotnych problemów. Od około 10 lat sprowadza się do Polski śrutę sojową GMO z Ameryki Północnej i Południowej Stanowi ona poważny, bo 30% dodatek do pasz, gdyż soja, jako roślina wysokobiałkowa (zawartość białka ok. 40 %), jest doskonałym składnikiem pokarmowym dla wszystkich zwierząt hodowlanych. Zamiast jednak uprawiać rodzime odmiany soi albo inne rośliny motylkowe, lub też sprowadzać śrutę sojową z upraw tradycyjnych, która jest dostępna choćby na wschód od Polski i której ceny są zbliżone do śruty sojowej GMO, ściągamy statkami zza oceanu praktycznie 100% tego komponentu z upraw GMO. Jasno z tego wynika, że praktycznie 100% pasz, którymi są karmione zwierzęta hodowlane w Polsce zawiera soję Roun*** Ready, czyli soję genetycznie modyfikowaną, a co za tym idzie praktycznie 100% produkcji mięsnej, wyrobów wędliniarskich oraz przetworów mlecznych, wyjąwszy jedynie niektóre produkty ekologiczne, zawiera soję GM. Gdy dołączyć do tego lecytynę sojową produkowaną z soi GM i stanowiącą dodatek do bardzo wielu wyrobów spożywczych, zarysowuje się nam całokształt dramatycznej sytuacji na rynku, jaką cichaczem zgotował nam nasz rząd. Oczywiście wszystko ma swoją cenę, także gigantyczne kontrakty na soję GM sprowadzaną do nas z obu Ameryk. Niespotykana dotąd skala lobbingu oraz sponsoringu koncernów produkujących GMO, które chcą się wedrzeć na rynki Europy, usprawiedliwia wszystko, także opisany tu proceder noszący znamiona ludobójstwa na własnym narodzie. Rząd za datki korporacji pod postacią choćby Centrum Nauki Kopernika, które dziś nieprawdopodobnie lobbuje na rzecz tychże korporacji, chce sprzedać swoich wyborców, ich zdrowie, środowisko naturalne kraju, ziemię rolną, gospodarkę i politykę żywieniową. Cel koncernów jest aż nadto jasny: generować choroby, a potem je leczyć, zarabiając na jednym i drugim niewyobrażalne pieniądze.

W Bułgarii matki wyszły na ulice i skutecznie wykrzyczały swój sprzeciw wobec GMO. Na Ukrainie każda babcia wie, że nie należy kupować niczego, co zawiera GMO, a produkty są oznakowane. Rosja także zakazała u siebie GMO. W wielu krajach UE rządy skutecznie zablokowały uprawy GMO na swoim obszarze. A co będzie z Polską? Czy pozwolimy, by nasz rząd oddał nasze losy w ręce obcych, żądnych zysków korporacji?

„Wygrajmy zakaz GMO” – zapraszamy całe rodziny na WIELKIE BĘBNIENIE pod Kancelarią Premiera, AL. Ujazdowskie 1/3 - 3 kwietnia w godzinach 12-20.
Więcej informacji na stronie:
http://www.greenpeace.org/poland/pl/dzialaj-teraz/gmo-wygrajmy-zakaz/

Obejrzyj w internecie film (lub przeczytaj książkę): „Świat według Monsanto”, „Nasiona kłamstwa”, Życie wymyka się spod kontroli”.
Ten wpis czytano 2417 razy.
Niestety wyborcy poparli GMO i Sejm głosami koalicji PO - PSL uchwalił Ustawę o nasiennictwie.
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/wyborcy_poparli_gmo_glosami_po_i_psl_250905.html
Robert Grzeszczyk - Wtorek, 20 Listopad 2012 23:47
Ja sie pytam co gorsze, parówki zawierające 30%mięsa czy żywność modyfikowana
bzyk - Wtorek, 20 Listopad 2012 12:11
Odsłon: 47396
Lena Huppert
WSZYSTKO CO WAŻNE DLA NASZEGO KRAJU I JEGO MIESZKAŃCÓW, PRIORYTETOWE, STRATEGICZNE LEŻY MI NA SERCU! MOJA FUNDACJA WSPIERANIA ROZWOJU KULTURY I SPOŁECZEŃSTWA OBYWATELSKIEGO QLT PRAGNIE OTACZAĆ KULTEM PRAWDZIWĄ JAKOŚĆ
<< Październik 2018 >>
PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   
zobacz wszystkie wpisy »